| …Gorliwość o dom Twój pożera mnie… |
|
Kiedy wracam myślami do lat młodzieńczych, to dziś muszę stwierdzić, że Bóg ma niesamowite poczucie humoru. W sercu po raz pierwszy( a było to w VIII klasie szkoły podstawowej) poczułam pragnienie pójścia za Jezusem. Pomyślałam: Jezu ja? Nigdy!
Postanowiłam zrobić wszystko, aby ten Głos zagłuszyć, tłumacząc sobie, że tu w „świecie” również mogę służyć Jezusowi.Należałam do Ruchu Światło Życie, rekolekcje, wyjazdy, pielgrzymki….To jest to, tak myślałam, jak bardzo się myliłam. Im bardziej pragnęłam wyciszyć, zagłuszyć w sobie wołający Głos, tym większy w sercu pojawiał się niepokój i lęk. Rozpoczęłam naukę w ZSZ. Byłam bardzo zadowolona, nauka szła mi dobrze, praktyki zawodowe, nowi ludzie, nowe wezwania. Jednym słowem uciec i to jak najdalej, ale przed kim? Przed samą sobą. Po skończonej szkole zawodowej zaczęłam pracować fizycznie a jednocześnie rozpoczęłam LO wieczorowe. Dostałam wspaniała propozycję pracy w szkole jako katechetka, więc zaczęłam różne kursy, następnie studia. To było to. Robiłam to co kochałam, dzieci młodzież, rodzina to jest moje powołanie. W tym czasie sielanki Pan Bóg przyszedł i wziął wszystko w swoje ręce, myślę, że nie miał już „siły” patrzeć na moje wewnętrzne zmaganie, ucieczkę. Bardzo ciężko zachorował mój tato. Kapłan codziennie przychodził z Jezusem, by umocnić udręczone chorobą ciało mego taty.
To była chwila przełomowa w moim życiu, powiedziałam Jezusowi, przestaję już z Tobą walczyć WYGRAŁEŚ. Kiedy mój tato odszedł do Pana, czekałam jeszcze rok. Po roku ogromnej wewnętrznej walki musiałam powiedzieć o swojej decyzji mamie, która miała nadzieję, że przy mnie doczeka szczęśliwej starości (jestem najmłodszą z rodzeństwa). Poczułam wewnętrzne umocnienie i wielką łaskę kiedy stanęłam przed mamą i powiedziałam: „ idę do zakonu”. Moja mama nie zaakceptowała tej decyzji, zburzyłam jej plany i oczekiwania. Za to w moim sercu pojawiła się radość i pokój. Stanęło przy mnie moje rodzeństwo a szczególnie siostra, to ona przygotowywała mi tzw. wyprawkę zakonną. Dużo wcześniej zaczęłam się rozglądać w jakiej wspólnocie zakonnej chcę służyć Jezusowi. Wystarczyło tylko jedno spotkanie z młodą , tworzącą się Wspólnotą, abym była pewna, że w niej chcę żyć , służyć i kochać. Mając 22 lata w sierpniu 1992 roku wstąpiłam do Wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża w Szczecinie.
Lata postulatu i nowicjatu były czasem poznawania życia zakonnego ale przede wszystkim był to czas nieustannej modlitwy i zaufania w moc Chrystusa, że przyjdzie taka chwila, kiedy moja mama zaakceptuje mój wybór. Ten czas już przyszedł, mama jest szczęśliwą, gdyż nie przypuszczała, że tyle córek będzie miała..
Jestem we Wspólnocie 18 rok. W 2000 jubileuszowym roku złożyłam śluby wieczyste. Na swoim obrazku umieściłam słowa św. Teresy od Jezusa: „Patrzcie na ukrzyżowanego, a wszelki trud wyda się wam lekki”. Nawet nie przypuszczałam, że te słowa staną się częścią mego życia zakonnego. Jako Uczennica Krzyża, uczę się w swojej, często trudnej codzienności podejmować krzyż, iść z nim i ofiarowywać wszystko co mnie spotyka, ból, cierpienie, radości, zmęczenie za Braci, którzy zagubili się na drodze wiary.
Panie Ratuj Braci, to jest nieustanne wezwanie moje i mojej Wspólnoty, którą wybrałam i której nie zamieniłabym na żadną inną.
W niej obecnie posługuję jako referentka powołaniowa, prowadząc skupienia, rekolekcje, czuwania. Każde spotkanie z drugim człowiekiem sprawia, ze chce się żyć i służyć, by inni Chrystusa poznać modli.
Modlę się o ODWAGĘ w podjęciu decyzji dla wszystkich uciekających przed wezwaniem Chrystusa.
S. Elżbieta Wiktoria Kucharska od Jezusa Dawcy Radości CSDC
profesję wieczystą złożyła 26 sierpnia 2000r. |


















