Warsztaty z Wytykami
wytyki25Po tygodniu pracy przychodzi wolny, świąteczny dzień, niedziela, a my nie mamy pomysłu, jak ją spędzić, aby nie zmarnować, aby było rodzinnie, owocnie, blisko, razem. Chcielibyśmy głębiej przeżywać święta, wprowadzać dzieci w tajemnice uroczystości, a nie wiemy, jak to zrobić.Siostry, Uczennice Krzyża i rodzina Wytykowskich postanowili zorganizować warsztaty: "Świętujmy i bawmy się RAZEM".
Skąd wziął się pomysł?
S. Sara, Uczennica Krzyża: Myśl o warsztatach o ,,Rodzinnym świętowaniu" zrodziła się w czasie turnusu rekolekcyjnego z rodzinami w wakacje 2010r. w Koszalinie.Rodzice prowadzili jeden wieczór pogodny i tam Wytykowscy mocno zaznaczyli się swoją kreatywnością; spontaniczną, piękną, bardzo rodzinną.
Znamy się już kilku lat i po prostu zaczęliśmy rozmawiać o tym, że przychodzi czas, kiedy jedni od drugich możemy się uczyć.
...Przyszedł więc czas, by Sylwia z Szymonem oraz ich dzieci (bardzo twórcze osóbki) zaczęli się dzielić doświadczeniem rodzinnego świętowania. Przekonała mnie także wypowiedź Sylwii: ,,Chcemy w czasie tych warsztatów zrobić wszystko, żeby dzieci zachwycały się swoimi rodzicami, żeby cała rodzina mogła być uszczęśliwiona".

Na warsztaty do Szczecina ostatecznie przyjechało osiem rodzin (czterem rodzinom choroba nie pozwoliła dotrzeć). Dzieci było 26, w wieku od 3 miesięcy do 13-u lat. Zajmowało się nimi dziesięcioro animatorów (studentów i przyjaciół organizatorów). Starsze dzieci miały specjalnie dla nich przygotowaną katechezę, a także warsztaty plastyczne, zatytułowane: „Święcić dzień święty". Na koniec zaproszono rodziców na wernisaż. Mogli przekonać się, jak dzieci widzą ich rodzinne świętowanie.

Dwa dni były po brzegi wypełnione zajęciami, zarówno w grupach: osobno męska i osobno damska; osobno tatusiowie i dzieci powyżej 6 lat (Szymon Wytykowski poprowadził mini warsztat filmowy dla nich) i osobno mamy z dziećmi młodszymi, jak i wszyscy dorośli razem.

Uczestnicy zostali zaopatrzeni warsztatowo, praktycznie, ale nie tylko. Częścią duchową zajął się ks. Piotr Gałas (dyrektor domu św. Józefa w Szczecinie), który odprawiał Eucharystię i głosił słowo dla dorosłych (w tym czasie dzieci miały swoją katechezę o Eucharystii w sali obok kaplicy), a także s. Gracjana ze zgromadzenia Uczennic Krzyża. Mówiła o świętowaniu w oparciu o Dies Domini (list apostolski bł Jana Pawła II o świętowaniu Dnia Pańskiego).

Czy się udało? Czy warto było przyjechać? Odpowiadają uczestnicy warsztatów:

Alina: W warsztatach pt. "Świętujmy i bawmy się razem" uczestniczyliśmy od soboty do niedzieli.
Dzięki bardzo dobrej organizacji i opiece Sióstr oraz wolontariuszy nad naszymi dziećmi, jako małżonkowie mogliśmy spokojnie brać udział we wszystkich przygotowanych spotkaniach warsztatowych.
Na początku zastanawialiśmy się, czym jest dla nas świętowanie, co świętujemy, co daje nam świętowanie. Uświadomiliśmy sobie, jak ważne jest budowanie więzi oraz naszej tożsamości, a także świadome i głębokie przeżywanie świąt i różnych uroczystości, celebrowanie przygotowań, jak i samego czasu świętowania.
Przypomnieliśmy sobie tradycje i zwyczaje, związane ze świętowaniem najważniejszych świąt liturgicznych, jak i naszych rodzinnych uroczystości i staraliśmy się znaleźć nowe twórcze sposoby uświetnienia ich.
Sylwia i Szymon, którzy prowadzili te warsztaty, dzielili się z nami bogactwem swojego kilkunastoletniego doświadczenia w twórczym rodzinnym przygotowywaniu i przeżywaniu różnych uroczystości. Świadectwo wiary i zapału oraz kreatywności całej ich rodziny wywarło na nas duże wrażenie.
W czasie Eucharystii, które przeżywaliśmy w sobotę i niedzielę, ks. Piotr wprowadzał nas w teologiczny wymiar świętowania, którego wzór możemy upatrywać w naszych starszych braciach w wierze - Żydach. Głęboko zapadło mi w serce pytanie o naszą radość w przeżywaniu wiary, obecności zmartwychwstałego Pana Jezusa w Eucharystii... Było to dla mnie osobiste wezwanie do nawrócenia.
Chwała Panu za to, że ciągle poszukuje mnie i chce bym na nowo odkrywała i radowała się Jego Miłością!

Wojtek: Przyjeżdżając na warsztaty z Wytykowskimi, spodziewałem się zobaczyć same ułożone rodziny z mnóstwem dzieci (3+). Ja przyjechałem z konkretnymi pytaniami odnośnie bycia razem w rodzinie i spędzania (świętowania) wspólnego czasu oraz z pytaniami na temat mojego rodzicielstwa.
Czas okazał się owocny. Odkryłem, że jestem powołany do bycia ojcem, a we wspólnym świętowaniu nieważny jest efekt, który przecież zależy od naszych talentów, którymi Bóg nas różnie obdarza, lecz samo spędzanie czasu z najbliższymi.
Po rekolekcjach niby niewiele się zmieniło - te same czynności i obowiązki, a jednak zauważam, że coś się przemieniło. Dzieciom rzadziej włączam bajkę, by mieć chwilę wolnego. Wprowadziliśmy wspólne nakrywanie do stołu oraz przykładanie się do swojego czasu z dzieckiem, którego w końcu nie tak wiele w codziennym życiu.
W końcu po wspólnym świętowaniu zaczęliśmy rozmawiać na temat trzeciego dziecka, bo jak świętować, to we wspólnocie.
…W chwili obecnej przeżywam wspaniały czas. Zawsze miałem "ciężką" relację z moim synkiem, lecz Pan chciał, żebyśmy obydwaj byli na chorobowym :) - więc siedzimy sobie razem, cały dzień budujemy z klocków, walczymy ze smokami i czytamy bajki o bohaterach. Chwała Panu.
Warsztaty są bardzo potrzebne – mówi s. Sara, Uczennica Krzyża. - Jak to lepiej zrobić jak poprzez świadectwo? Jeśli możliwym jest zorganizowanie pięknie świąt, tak by dzieci były wprowadzane w ich głęboką treść, to dlaczego się tym nie dzielić z innymi. Jak z kilku kartonów zrobić ,,szalone" urodziny z pojazdami kosmicznymi, zabawić się w rzeźbiarza i w maśle wyrzeźbić baranka wielkanocnego. Jak być blisko, gdy dzieci odkrywają swoje pasje, namalować rodzinne drzewo przy pomocy wszystkich rodzinnych rąk. Odkryć, co nas mocno wiąże i powoduje, że wszyscy czujemy się jakoś szczęśliwsi, będąc razem. Skoro udaje się to Wytykowskim, którzy mają siedmioro dzieci, to może inni też się zapalą.
Warsztaty udały się i będą kontynuowane. Uczennice Krzyża i fundacja „Dom na Skale” podejmują się ich organizacji.  - Jeśli rodziny zgłoszą się, to znów przeżyjemy piękny czas!