|
 Spotkaliśmy się w Wisełce w domu Świętej Rodziny. To był czas modlitwy, Adoracji Krzyża, czas słuchania Boga, który przychodził w Słowie Życia. To zupełnie niezwykłe, że wspólnie przeżywana ,,cisza" może tak głęboko wiązać ludzi we WSPÓLNOTĘ. To Bóg przechodził pomiędzy nami, ON jest Dawcą, który rozdawał hojnie... Rozważaliśmy tekst biblijny z 18 rozdziału księgi Rodzaju - Bóg w gościnie u Abrahama.
Zapytalismy uczestników Wielkopostnego Zasłuchania, dlaczego wybierają rekolekcje w ciszy?
Świadectwa z Zasłuchania wielkopostnego:
Spotkałam Pana!
Dziś już wiem jakim błogosławieństwem był dla mnie ten czas. Przez ostatnich kilka miesięcy chodziłam smutna, przygnębiona i szukająca nie wiadomo czego. Tak naprawdę to nie wiedziałam w życiu czego pragnę, nic mnie tak ostatnio nie cieszyło i czułam, że moja dusza jest chora. Pojechałam na Zasłuchanie dzięki temu, że wycofały się osoby z powodu swej choroby, tak więc wiedziałam, że jeśli Pan mnie tak prowadzi, to chce mi tam coś powiedzieć. I spotkałam mego Boga! Bóg mówił do mnie przez Słowo i ludzi. Na kazaniu usłyszałam: "Bóg nie może patrzeć jak umierasz pogrążony w śmierci i smutku" i od razu pomyślałam, że to do mnie, przecież tak wyglądało ostatnio moje życie! Jaką radość sprawiła mi nowina, że Bóg odwiedził chorego Abrahama. Co więcej, mimo iż to Abraham Go ugościł i nakarmił, to tak naprawdę to spotkanie o wiele bardziej ubogaciło i nasyciło Abrahama. I ze mną było podobnie:) Pan przyszedł jak balsam na chorą duszę. Jego Słowo mnie pokrzepiło i umocniło. Wiem, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, On chce mojego szczęścia i moje pragnienia są dla Niego ważne. Dostrzegłam jak po ludzku na wszystko patrze, planuję, snuje marzenia i chcę żeby było po mojej myśli, a Pan zna serce i pragnienia, ale On o wiele lepiej wie co jest mi potrzebne i wie kiedy mi to dać. Adonai spełnia każdą obietnice w odpowiednim czasie. Czuję się bezpieczna przy Nim i wiem, że nie muszę się ciągle martwić. Zdałam sobie również sprawę z tego, że moim największym pragnieniem jest Bóg i życie zgodne z Jego wolą. Wyjechałam z Wisełki z pokojem, radością z tego, że Adonai mnie nie ominął, że cokolwiek będzie się działo w Jego dłoniach jestem bezpieczna. Chciałabym kiedyś za Ambrożym powiedzieć- Bóg jest dla mnie wszystkim! Dziękuję chorym, którzy musieli się wycofać z wyjazdu, a którzy modlili się za nas. Adonai przyszedł w odwiedziny do Was - do nas chorych na duszy i ciele.:)
Marysia
Mija tydzień, kiedy wróciłam z "Zasłuchania"
Troskliwie noszę w swoim sercu pamiątkę spotkania Jezusa w tamtym czasie. Jadąc do Wisełki nie oczekiwałam jakichś wielkich przeżyć ani niesamowitych odkryć. Chciałam po prostu, wraz z początkiem Wielkiego Postu, "wskoczyć na właściwy tor", żeby lepiej przygotować się do świąt Wielkiej Nocy, bo tak jakoś wewnętrznie nie bardzo odczuwałam, że ten czas już się zaczął. Jednak Pan Bóg chciał dać mi więcej. Uznał chyba, że najkrótszą dla mnie drogą, prowadzącą do Jego miłosiernych ramion, będzie pokazanie mi kawałka prawdy o mnie samej. Nie powiem, żeby to mnie nie zabolało.Przychodzące do mnie Słowo oskarżało mnie, a pełen uniżoności Abraham był wielkim wyrzutem.Zobaczyłam swoje wszystkie sądy i oskarżenia wobec innych, swoją chęć ciągłego "poprawiania" otaczającego mnie świata. Choć wcześniej zdawałam sobie sprawę ze swojej pychy, zakłamania, obłudy wobec innych, teraz to doświadczenie przygniotło mnie swoim ciężarem. Czułam się przerażająco słaba, zepsuta własnym złem i jednocześnie strasznie niewdzięczna Bogu za całe dobro jakie mi wciąż daje. Próbując z początku tłumaczyć się przed Bogiem, tak jak przyłapana na kłamstwie Sara, przyznałam się w końcu i jednocześnie zaczęłam wątpić w możliwość mojej poprawy, w to,że Bóg kocha mnie taka jaką jestem, ze kochał mnie też wcześniej, zanim pokazał mi tą niemiłą prawdę o mnie. Zaczęłam mocno nad sobą płakać. Czułam się tak, jakby dalej iść już nie można było. A ludzie otaczający mnie byli tacy życzliwi, mili, rozmodleni. To jeszcze bardziej mnie dobijało. Widziałam jaka beznadziejna jestem ja. Ale nadszedł wieczór adoracji Krzyża, kiedy moje łzy nie były już łzami smutku i udręki ale łzami oczyszczenia i uspokojenia w ramionach Jezusa. Można było naprawdę przytulić się do Niego i przestać się bać samej siebie i swojego zła. On przecież to wszystko wziął za mnie na Krzyż i pozwolił abym odeszła stamtąd wolna. Jestem pełna wdzięczności Bogu za ten czas jaki mi dał. To był czas błogosławieństwa, czas spotkania się z Panem. Wciąż żywe w moim sercu jest to doświadczenie a ja staram się jak mogę i proszę Boga, aby nie pozwolił mi tego zgubić. To dzięki temu, że mogłam zobaczyć szpetny kawałek prawdziwej mnie, udało mi się prawdziwiej uwierzyć w miłość Chrystusa do mnie, bo przecież On przychodzi do chorych a nie tych, którzy dobrze się mają :)
Iza
Bóg się do mnie uśmiechnął!
Czas zasłuchania pozwolił mi zatrzymać się i był niezwykłym odpoczynkiem duchowym w biegu życia, którego doświadczam na co dzień . W tym biegu nie miałam czasu dla Boga, bardzo go ograniczałam, bo przecież tak wiele zajęć… takie płytkie życie duchowe sprawiało pustkę w sercu i smutek, co za tym idzie mniej sił do walki ze słabościami, a grzech coraz bardziej zaczynał ciążyć. Było gdzieś we mnie poszukiwanie Boga, chciałam do Niego „wrócić” na nowo, bo nie było we mnie życia. Służba we wspólnocie była ciężarem, kolejnym obowiązkiem. Przyjechałam z pragnieniem nawrócenia, przylgnięcia do Niego, chciałam znów żyć z Jezusem i nauczyć się słuchać, bo przestałam słuchać Boga, nie dawałam Mu czasu i przestrzeni, bo ciągle się spieszyłam. Gdy w piątek dostaliśmy Słowo zaczęłam zadawać sobie pytanie jaką obietnicę daje mi Bóg. Na odpowiedź długo nie czekałam. Uchwyciłam się mocno słów, którymi modliliśmy się na jutrzni: „Dam wam serce nowe i nowego ducha tchnę w wasze wnętrza”. To było do mnie. Bóg chce mojego nawrócenia, ale nie żebym własnymi siłami próbowała coś zmienić, zmagała się ze słabościami, ale pozwoliła zadziałać Jemu. Modliłam się tymi słowami prosząc, by Pan ożywił moje wnętrze. Dalej wszystko, czego doświadczałam w ciągu całego dnia układała się w całość, kolejne etapy rozważania Słowa przenikały się, uzupełniały i dawały coraz jaśniejszy obraz. Bóg wszedł do mojej nieczystości, do mojej słabości, wszedł tam gdzie jest grzech. Wcześniej myślałam, że żeby Bóg mógł się rozgościć w moim sercu musi być czyste. A On nie potrzebował czystego serca, żeby do niego wejść ale sam wszedł by je oczyścić. Zrozumiałam, że tylko przebywanie z Bogiem może dać mi siłę i moc, których mi zabrakło do radosnej służby. Dotarłam do fragmentu z Księgi Ezechiela: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”. Ten czas był moim wyjściem z grobu. Dostałam nowe życie, co objawiło się u mnie radością nieopisaną, szczęściem, którego oprócz Boga nikt nie może mi dać. I gdy w tej radości przeżywałam moje spotkanie z Bogiem ksiądz Piotr wyjaśnił znaczenie imienia Izaak - Bóg się uśmiechnął! Zobaczyłam uśmiech Boga, więc i ja śmiałam się do Niego. Uśmiech Boga tak namacalny we wszystkim co mnie otaczało, w pięknie przyrody, słońcu, które ukazało się na niebie po zimie, lesie i morzu, w drugim człowieku, ukrytego w postaci Chleba. Zrozumiałam jak błogi to czas przebywania z Bogiem, gdy nie muszę się spieszyć, tylko być. Wszystko czego potrzebuję jest w Bogu. Jestem wdzięczna Bogu za czas który mi dał, za pokój i radość z gościny Pana.
Chwała Panu!\
Jestem na Zasłuchaniu… • żeby być bliżej Boga, • bo to jest dla mnie dobry i potrzebny czas, • żeby dziękować, • z pragnienia, • uczyć się słuchać, • żeby nie zgubić tego co najważniejsze, • by uczesać myśli nieuczesane, • żeby dłużej zatrzymać się przy Słowie, • żeby odpocząć w ramionach Ojca, • aby być bliżej, • żeby się powierzyć, • by na nowo zakochać się, • żeby w Bogu odpocząć, • z pragnienia, • żeby spojrzeć głębiej, • bo muszę, • żeby zaprzeć się siebie, • aby być bliżej, • żeby się uspokoić i wybierać życie, • z nadzieją na zmianę, • bo czuję się słaba i mała, • by powrócić do Źródła, • bo poszukuję, • by posłuchać Boga – czego On chce dla mnie, • żeby odpocząć.
|