Archidiecezjalne Rekolekcje dla dziewcząt

Już nie raz usłyszałam pytanie:

SIOSTRO CZY JEST ZAINTERESOWANIE I ZAPOTRZEBOWANIE NA REKOLEKCJE DLA DZIEWCZĄT? Warto jest jeszcze raz pochylić się nad tym pytaniem, by uzyskać odpowiedź.

    W dniach 12-15.02.08 w Domu Rekolekcyjnym przy Sanktuarium MB Fatimskiej odbyły się Archidiecezjalne Rekolekcje dla dziewcząt. Treść rekolekcyjnych nauk, była skupiona na osobie Maryi. Wspólnie z dziewczętami, i prowadzącym ks. Andrzejem Dowalem zastanawialiśmy się co zrobić i jak pokierować swoim życiem, by stać się podobnym do Maryi.

    Najpiękniejszym świadectwem była ostatnia Eucharystia podczas której wszystkie dziewczęta przyjęły Komunię Świętą i zawierzyły Aktem Oddania swoje życie Maryi.

    Dziewczęta wytworzyły wspaniałą rodzinną, ciepłą atmosferę. Modlitwą i spotkaniem dzielenia odkryły na nowo więź z Jezusem, który jest Miłością. Dziękuję wszystkim dziewczętom, które zechciały odpowiedzieć na nasze zaproszenie. Po raz kolejny udowodniły nam , że WARTO organizować rekolekcje tylko dla dziewcząt.

    Zapraszam do przeczytania kilku świadectw, które są odpowiedzią na wyżej postawione pytanie.

 

Już dziś zapraszam wszystkie odważne dziewczęta 09.-11.05.08

na Skupienie, którego tematem będzie: ODKRYCIE WŁASNEGO POWOŁANIA.

 

Z modlitwą

s. Wiktoria od Jezusa Dawcy Radości

Uczennica Krzyża

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

 ***

    O rekolekcjach dowiedziałyśmy się na czuwaniu, które odbyło się na początku stycznia. Od razu pomyślałyśmy: „MUSIMY TAM BYĆ!”. Ale jak wiadomo życie czasem płata nam figle i stawia różne przeszkody na drodze… Tak było i z nami. Niektóre z nas musiały zakończyć szkolne sprawy a inne rodzinne. I to się nam udało. Dzięki temu, razem mogłyśmy pojechać na te rekolekcje.
    12.02.2008 r., dzień, jak co dzień, ale tak naprawdę był to dzień pełen niespodzianek. Rekolekcje miały się odbyć na ul. Rydla 63… Zrodziła się w nas myśl: „ALE GDZIE TO JEST?! I JAK SIĘ TAM DOSTAĆ?!” Dzięki uprzejmości ludzi i naszej dobrej spostrzegawczości odnalazłyśmy to miejsce bez problemów. Stanęłyśmy przed drzwiami, które miały być bramą do spotkania z Bogiem. Poczułyśmy szybsze bicie serca… Najodważniejsza z nas (patrz Beata) po kilku sekundach milczenia „nacisnęła” na dzwonek od domofonu. Po chwili… W drzwiach stanęła z uśmiechem na twarzy s. Wiktoria. Przywitała nas okrzykiem: ”STOŁCZYN!”.  Został przydzielony nam przepiękny pokój. O godz. 16.00 oficjalnie rozpoczęły się rekolekcje pt.”Maryjo, chce do Ciebie podobną być”.
{mosimage} Wspólnota… to tak rzadko używane słowo w dzisiejszych czasach. A tam mogłyśmy poczuć prawdziwą przyjaźń i ciepło rodzinne. Kiedy usłyszałyśmy konferencje ks. Andrzeja na temat naszych GRZECHÓW,  sumienia zadrżały. Ksiądz w piękny sposób poprzez złotą nić zawieszoną pomiędzy jedną z naszych koleżanek a figurką przedstawiającą postać Jezusa pokazał nam jak blisko nas jest Bóg. Każdy z nas uważa, że grzechy oddalają od Jezusa a tak w rzeczywistości nie jest. Tak naprawdę ta złota nić, która jest pomiędzy nami podczas grzechu „zrywa” się. Kiedy przystępujemy do Sakramentu pojednania z Bogiem i żałujemy za grzechy, wtedy jak powiedział ks. Andrzej „ Bóg zawiązuje zerwaną nić na supełek przez to ona staje się coraz krótsza i dzięki temu jesteśmy bliżej Boga”.
    To, co usłyszałyśmy i co zrodziło się w naszym sercu, tak do końca nie da się opisać na kartce. Każdy z osobna przeżywa czas rekolekcji na swój sposób. Gorąco zachęcamy tych, którzy są w ciągłym kontakcie z Bogiem, tych, którzy czasem go zatracają i tych, którzy ciągle szukają, To naprawdę pomaga. A Siostry Uczennice Krzyża, które nam towarzyszyły oddały nam całe swoje serce. Nikt nie był odrzucony i osamotniony.
    Na tych rekolekcjach poznałyśmy wspaniałe dziewczęta, które dla nas były życzliwe i miały serca pełne miłości. Już nie możemy się doczekać kolejnego spotkania z Bogiem i wszystkimi uczestnikami tych rekolekcji.

 

Z pozdrowieniami: Joanna, Beata, Kamila i Kasia ze Stołczyna.

 

P.S. Jeszcze raz serdecznie za wszystko dziękujemy! I do zobaczenia następnym razem (już tęsknimy) :*:* :-)

 

 ***

Przyjechałam na te rekolekcje z pewną obawą, czy to ma jakikolwiek sens.

    Początek był trudny, nie mogłam się skupić, jednak w miarę upływu czasu Bóg zaczął do mnie przemawiać. Myślałam również, że są to rekolekcje powołaniowe, zdziwiłam się więc, kiedy Siostra temu zaprzeczyła. Wkrótce jednak okazało się, że nie ma to większego znaczenia, ponieważ powołanie można odkrywać wszędzie, o ile człowiek otworzy się na łaskę Boga...

{mosimage} Cały ten wyjazd był naprawdę niezwykły. Był to czas wewnętrznego wyciszenia, kiedy można było nasłuchiwać głosu serca. Bardzo pomagały mi psalmy, kiedy modliłyśmy się z brewiarzem, zawsze trafiały w moją obecną sytuację. Bardzo czułam opiekę Boga, ponieważ każdego dnia słyszałam coś, co dawało mi światło na moje życie. Dzięki Słowu Bożemu, które czytałyśmy, Bóg potwierdzał przeczucie, że moim powołaniem jest pójście do zakonu. Cały czas zapewniał mnie, że jest Bogiem wiernym i dla Niego nie ma nic niemożliwego. Czułam Jego obecność w każdej chwili - podczas modlitwy, rozmawiając z drugą osobą... Po jakimś czasie odkryłam, że uwielbiam klęczeć przed Najświętszym Sakramentem, aż rodził się we mnie jakiś dziwny smutek, kiedy musiałam od Niego odejść, np. pójść na obiad czy cokolwiek...

    Jezus powiedział mi również coś bardzo ważnego, co zapamiętam do końca życia - że każdy dzień w życiu człowieka jest niezwykle ważny i codziennie, w każdej chwili, trzeba nasłuchiwać głosu Boga. Bo - na przykład - gdyby kiedyś dawno temu te wszystkie Siostry nie odpowiedziały na zaproszenie Pana, to nie byłoby tych rekolekcji i nie utwierdziłyby wielu osób w wierze. Albo Papież... przecież nikt go do niczego nie zmuszał. A gdyby nie powiedział kiedyś, dawno temu, "tak", to nasze życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej...

    Doświadczyłam również mocy dialogu z Bogiem. Dawniej wydawało mi się, że przecież Bóg wie wszystko, więc po co mam Mu cokolwiek mówić. Teraz widzę, że ta rozmowa ma wielką moc, a Pan Bóg naprawdę odpowiada. I zawsze daje lekarstwo na nasze problemy. Usłyszałam tez bardzo ciekawe zdanie od naszego księdza, że to, co my nazywamy problemem, jest po prostu kolejnym zadaniem do wykonania. Ks. Andrzej mówił tez o tym, że trzeba się nauczyć pukać... Tak jak jest w Ewangelii: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam"... Nie bójmy sie więc przeciwności i zawsze wołajmy do Pana o pomoc. Na pewno odpowie :)

    W którymś momencie podczas tego wyjazdu pojawiły się również pewne lęki. Bałam się powrotu do domu, tego zderzenia z rzeczywistością. Wiedziałam, że będzie trudno, dlatego modliłam się, żeby Pan dał mi siłę i mężne serce do niesienia tego Krzyża, który dostałam... Kiedy wróciłam, okazało się, że jest trzy razy gorzej, niż myślałam, że będzie... Ale doświadczam cały czas niesamowitej miłości i pomocy Pana Boga, bo ilekroć chce mi się płakać z niemocy i bezsilności, On zawsze przychodzi, daje pocieszenie, siły... I w takich sytuacjach, kiedy normalnie załamałabym ręce i się poddała, teraz jestem w stanie iść dalej, mimo wszystko.... I dziękować Bogu za ten Krzyż, który mi dał, bo dzięki niemu mogę codziennie dążyć do świętości i zbliżać się do Niego... codziennie dawać świadectwo, że z Nim człowiek nie upadnie... a nawet jeśli (z powodu swoich grzechów), to wstanie... nigdy nie zostanie sam... Bóg jest Miłością, więc jak mógłby zostawić swoje dziecko...?

           

PS. Lekarstwo na każde cierpienie..."Jezu, ufam Tobie"...

 

 ***

    Bardzo trudno jest napisać świadectwo kilka dni po rekolekcjach, ponieważ ich owoce dojrzewają na drzewie naszego życia. W tym błogosławionym czasie było dużo ciekawych konferencji, wartościowych kazań, oraz modlitwy, która jest balsamem dla mojej duszy. Jadąc do Szczecina myślałam, że wiem jak będzie, gdyż nie były to moje pierwsze rekolekcje tego typu. Teraz widzę jak bardzo się myliłam. Najbardziej uderzyło mnie spotkanie z siostrą Chrystianą, założycielką sióstr Uczennic Krzyża. Jest to osoba będąca bardzo blisko Pana Boga, odważę się nawet stwierdzić - święta. Jej sposób mówienia oraz głębokie treści, które poruszała mocno utkwiły mi w sercu. Czułam wtedy, że coś zostało we mnie dotknięte, jakiś temat, który do tej pory stanowił drzazgę w moim sercu, ale która, do tej pory, była przeze mnie skrzętnie ukrywana. Nie chciałam nikomu pokazać, że coś się we mnie stało, coś czego bałam się nazwać, dlatego za wszelką cenę tego dnia szukałam samotności, żeby tylko nikt nie zapytał co się dzieje. Czasami bowiem pewne rzeczy muszą dojrzeć w nas samych. Następnego dnia, myślałam, że już sobie z tym poradziłam. Lecz nie. To był dopiero początek.

    Na mszy świętej ksiądz mówił o przebaczeniu, a szczególnie podkreślał wagę przebaczenia sobie samemu. Tak, to był problem, który tkwił we mnie zakorzeniony bardzo, bardzo głęboko. Nie wytrzymałam do końca mszy świętej. Zaczęłam płakać, najpierw dyskretnie, żeby to ukryć, ale kiedy zaczęliśmy śpiewać Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami, łzy same leciały mi po policzkach. Już nie umiałam tego dłużej ukrywać. Coś we mnie pękło. Podeszłam do Komunii Świętej. Kapłan spojrzał na mnie z taką miłością...czułam, że  sam Jezus tak na mnie patrzy... Jakie to było niesamowite odczucie... kiedy przyjęłam Go do serca czułam, że On mnie teraz przytula, że jest tak bardzo blisko mnie. Z tej mszy świętej wyszłam odmieniona. Nie chcę już nieustannie wracać do tego co było, co tak bardzo bolało, że aż pozwoliłam temu się zakorzenić w moim sercu. Od tego momentu pragnę żyć tylko miłością do Boga, pamiętając o tym, że " Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy (a więc i ja ) kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne."

 

ps. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za ten czas rekolekcji.

Monika z Poznania

 

 ***

Agnieszka Jabłońska

12.02.2008

PIERWSZE WESTCHNIENIE MILCZENIA

 

Kaplica – miejsce naszego spotkania.

Cisza – wołanie miłości.

Dotyk Krzyża – słowo „przebacz”.

Eucharystia – apogeum miłości.

 

Ja – grzesznik.

On – cichy Baranek;

taki prawdziwy,

że daje się poznać;

taki prawdziwy,

że pozwala mi

abym przyjęła Go do serca;

mimo że ja przebiłam

włócznią Jego serce

i w tedy powiedział

jedno tylko słowo:

 

KOCHAM

 

A moje kolana ugięły się,

wargi zamilkły,

serce powiedziało:

 

PRAGNĘ

 

    Dziękujemy Ci Jezu za Twoje zaproszenie do stołu Eucharystycznego, przy którym karmisz nas Swoim ciałem, abyśmy prawdziwie mogli przyjąć Cię do swoich serc zanurzając się w zdroju Twej Miłości. Dziękujemy za łaskę pragnienia Ciebie. Dziękujemy, że na krzyżu podarowałeś nam Maryję za Matkę. Maryjo pragniemy być do Ciebie podobne; za Twoim przykładem pragniemy wypełnić wolę Pana w naszym życiu.

 

 

 

Agnieszka Jabłońska

13.02.2008

 

{mosimage} DRUGIE WESTCHNIENIE MILCZENIA

 

Przyoblekłeś mnie

w białą szatę,

a ja tak normalnie –

całkiem zwyczajnie

w wymiarze człowieczego

jestestwa opartego

na samym sobie

splamiłam ją grzechem.

W tedy Ci,

którym chciałam

przypodobać się

podeptali mnie…

Czy nadal mogę

nazwać siebie –

Twoją latoroślą?

Nie pozwalasz bym

czekała długo

na Twą odpowiedź.

Podnosisz mnie

z tumanów kurzu,

ubierasz w nową szatę

czystości bez skazy

wszczepiając w moje serce:

wiarę, nadzieję i miłość,

abym gdy znów odejdę

mogła jak najszybciej

do Ciebie powrócić

 

 

Agnieszka Jabłońska

15.02.2008

 

CZWARTE WESTCHNIENIE MIŁOŚCI

 

Wystarczyło Maryjo

jedno Twoje „tak”,

aby słowo stało się ciałem,

a Twoje macierzyństwo

zajaśniało między nami.

Maryjo pragnę być

do Ciebie podobną

oddając Tobie całą siebie,

zawierzając Ci moją

życiową drogę,

którą dla mnie w Swej

Miłości przygotował Pan.

Wystarczy, abym

powiedziała moje

małe „tak”…

Proszę pomóż mi;

jak córka Matce

oddaje się Tobie.