Lubię poniedziałki...
Historia mojego zbawienia, pisana jest prozą codzienności. W tym właśnie miejscu krzyżuje się moja droga z nieznanym dotąd człowiekiem, który jest moim bratem. Z upływem czasu dostrzegam, że nie trzeba wiele posiadać, by coś dać. Bóg sam uaktywnia nasze zdolności. Potrzeba tak mało, albo tylko jednego: przylgnąć sercem prostym jak życie, być sobą, choć przez chwilę - kochać - nie czekając na wieczność…

             „Miłość jest jedynym darem, który mnoży się przez podział; jest jedynym przedsięwzięciem, w którym im więcej się wydaje, tym więcej się zyskuje.” Paradoks logiki Bożej - dać, by otrzymać. Praktyczna miłość, do której jesteśmy powołani w zwyczajnej codzienności - zobowiązuje. Nie wiem czy ktoś spośród Was (czytających ten tekst:) zastanawiał się nad tym, dlaczego Bóg powołał do istnienia w tym samym czasie tych, z którymi, i pośród których żyjemy? Przypadek czy zadanie? Osobiście zachwyca mnie fakt, że Bóg kocha właśnie przez człowieka. Bardzo tego doświadczam, więc stąd ten entuzjazm, którym chcę się z Wami podzielić:). Jeśli mowa o miłości, to „w niej zawsze chodzi o człowieka, a skoro tak, to także o Boga w jego życiu”– tak pisał Benedykt XVI w encyklice „Deus Caritas es”. Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne, co więcej są jednym przykazaniem. Kto zmierza ku Bogu nie oddala się od ludzi, a przecież wszyscy jesteśmy w drodze….

{mosimage} Przed laty emitowano film pt. „Nie lubię poniedziałków”. Zupełnie nie pamiętam o co w nim chodziło, ale taki tytułowy slogan w wielu z nas pozostał. Skoro od początku mowa o paradoksie, także i teraz (nie bez przekory) chcę powiedzieć o tym, jak bardzo lubię poniedziałki.

            Od prawie dwóch lat jestem wolontariuszką w Hospicjum św. Jana Ewangelisty w Szczecinie, jeśli tylko mogę, chodzę tam właśnie w poniedziałki:). Nie wiem czy coś daję, ale wiem, że wiele otrzymuję. Ocierając się o śmierć doświadczam, jak bardzo Bóg przywraca mi życie. Cierpienie innych pomaga mi spojrzeć na własne życie w perspektywie wieczności, porządkuje hierarchię wartości i wyznacza priorytety.

            W Hospicjum, wszystko jest ważne: otwarcie drzwi, zmycie podłogi, podanie kubka wody, spojrzenie miłości, uśmiech, poświęcenie uwagi, rozmowa, która inaczej wybrzmiewa … i  nic nie jest ważne, poza Bogiem. Sprawiedliwa miłość i miłosierna sprawiedliwość. Życie przewija się w krótkim kadrze wydarzeń jako stracone lub wygrane. W tym konkretnym miejscu rozpoznaję Boga w wykrzywionej cierpieniem twarzy i jakoś wyraźniej dostrzegam, że miłość nie jest tylko uczuciem. Uczę się tej miłości od innych, którzy pośród codziennych obowiązków znajdują czas, na bezinteresowną pomoc.

{mosimage} Historia mojego zbawienia, pisana jest prozą codzienności. W tym właśnie miejscu krzyżuje się moja droga z nieznanym dotąd człowiekiem, który jest moim bratem. Z upływem czasu dostrzegam, że nie trzeba wiele posiadać, by coś dać. Bóg sam uaktywnia nasze zdolności. Potrzeba tak mało, albo tylko jednego: przylgnąć sercem prostym jak życie, być sobą, choć przez chwilę - kochać - nie czekając na wieczność…. 

                                               Miłość jest prosta

                                               miłość jest piękna

                                               nawet wtedy

                                               gdy jest milczeniem

                                               wciąż jednak trudniejsza

                                               od napisanego słowa – s. Nulla, Uczennica Krzyża

 

O Hospicjum szczecińskim dowiesz się więcej: www.hospicjum-szczecin.pl