Świadectwa z warsztatów muzyczno-liturgicznych
Od dawna oczekiwałem na te warsztaty. Miała to być dla mnie możliwość rozwinięcia umiejętności śpiewu, pogłębienia wiedzy na temat muzyki sakralnej, kościelnej i działalności scholi liturgicznej.  Nie ukrywam, że liczyłem także na spotkanie ze znajomymi, z ludźmi dzięki którym, wiele w życiu zrozumiałem, a których los porwał do SzczecinaJ no i oczywiście oczekiwałem, że nawiążę wiele nowych znajomości. Ale nie spodziewałem się, że...

   Świadectwo Sergiusza

    Mam na imię Sergiusz, i  jestem mieszkającym w Mosinie koło Poznania 16-sto latkiem. Od roku śpiewam w Scholi Liturgicznej w Mosinie.

    Od dawna oczekiwałem na te warsztaty. Miała to być dla mnie możliwość rozwinięcia umiejętności śpiewu, pogłębienia wiedzy na temat muzyki sakralnej, kościelnej i działalności scholi liturgicznej.  Nie ukrywam, że liczyłem także na spotkanie ze znajomymi, z ludźmi dzięki którym, wiele w życiu zrozumiałem, a których los porwał do SzczecinaJ no i oczywiście oczekiwałem, że nawiążę wiele nowych znajomości. Ale nie spodziewałem się, że zostanie mi podarowane tak wiele.  Już w piątek atmosfera jaka się wytworzyła, wskazywała na obecność całej Trójcy Świętej wśród nas. Wspólna adoracja, to był jeden z najpiękniejszych elementów tych warsztatów. Szczerze, to wyjazd ten zanim doszedł do skutku traktowałem jako możliwość podszlifowania śpiewu ze strony czysto technicznej, i w dodatku dowiedzenia się kilku praktycznych rzeczy… Chyba nie jestem w stanie opisać słowami jak ogromnie się myliłem.

    Pacierz odmawiany rano i wieczorem, to dla części z nas „norma”, przyzwyczajamy się do niego, i jest to na porządku dziennym. Pobyt w Szczecinie, na nowo pokazał mi piękno modlitwy, udowodnił, że modlitwą jest śpiew, ale także słowa, myśli. Dar jaki nam dał Jezus Chrystus czyli modlitwę, mogłem tak naprawdę poznać i odkryć właśnie dzięki temu wyjazdowi. Liturgia godzin- wspaniała modlitwa psalmami, na którą, pewnie jeszcze długo bym nie zwrócił uwagi, gdyby nie te rekolekcje.  Bóg, poprzez pośrednictwo m. in.  s. Beaty a także Księży , którzy nas otaczali opieką, i odprawiali mszę,  pokazał nam swoje piękno, i drogę ku swojemu  miłosierdziu. Myślę, że wiele spraw udało mi się przemyśleć, choćby  w Kaplicy, w której odbywały się nasze spotkania modlitewne. Na każdym kroku doświadczałem namacalnej obecności Pana. Po raz pierwszy w swoim życiu miałem okazję uczestniczyć w tak wspaniałym, wyjeździe, który w tak krótkim czasie, zbliżył mnie o tak długą drogę do Pana. Słowa św. Pawła „Będę się modlił Duchem, będę też śpiewał umysłem” nabrały dla mnie głębokiego sensu. Teraz chyba powinienem odpowiedzieć sobie na jeszcze jedno pytanie, co wyniosłem, i przeniosłem do normalnego życia z tego wyjazdu??!! Odpowiedź jest trudna, przede wszystkim skończyłem z paleniem papierosów, bo dzięki s. Beacie, otworzyłem oczy, i spostrzegłem się jak bardzo one mnie ograniczają, jak bardzo są dla mnie „ważne” i jak bardzo mną dyrygują. Kolejną istotną dla mnie rzeczą jest to, że przymierzam się do wprowadzenia brewiarza w moje życie, jako codziennej modlitwy. Wiele rzeczy poukładało mi się w sercu, dzięki czemu mogłem uregulować kilka spraw życia codziennego. A na dzień dzisiejszy posiadam dużo obszerniejszą wiedzę, i dużo głębszą wiarę dzięki rozmową z wieloma ludźmi, a w szczególności z s. Letycją, której za cały poświęcony czas z całego serca dziękuję. Ktoś kiedyś powiedział, że wiara jest jak studnia, którą należy systematycznie pogłębiać, by wciąż była w niej świeża woda, i prawdziwość tych słów Duch Święty unaocznił mi. Od czasu tego wyjazdu czuję w sobie głód Boga, a to coś naprawdę wspaniałego dla mnie.  Ponadto myślę, że atmosfera  jaka panowała pozwalała na odkrywanie tajemnicy wspólnej modlitwy za co wszystkim obecnym bardzo, bardzo dziękuję. Jesteście wspaniali. Niecierpliwie oczekuję już na następne takie warsztaty Ĺ�miech.

Świadectwo Moniki

 

    Poproszono mnie o napisanie świadectwa. Kiedy chodziłam wszędzie z myślami jak i o czym napisać, poczułam, że może nie jestem, odpowiednią osobą. Nie wymyśliłam nic ciekawego, mogę opowiedzieć tylko część tego co czułam po warsztatach na których znalazłam się , ktoś mógłby powiedzieć ze przez przypadek, ale ja widzę w tym coś więcej, gdyby nie to ze odeszła Pani, która nas prowadziła, i to że ksiądz objął nas opieką to nie byłabym na tych warsztatach. A te warsztaty okazały się  wielkim wewnętrznym poruszeniem i moją zmianą, <raczej nie na gorsze a na lepsze >
Mimo, że w pewnym momencie podczas warsztatów stwierdziłam, że powinnam zrezygnować, bo nie zawsze śpiewam dla Boga, a nie umiem czasami się skoncentrować na tym co śpiewam, Duch Święty sprawił, że s. Beata i Wszyscy którzy dzielili się z nami słowem dodali mi otuchy i sprawili, że uwierzyłam, że przez szczerą modlitwę można osiągnąć cuda. I zaczęłam się modlić. Może i nie był to okres, w którym nauczyłam się śpiewać, bo jestem wyjątkowym przypadkiem beztalencia ale zdałam sobie sprawę, że śpiew dla Boga powinien brzmieć z serca a nie być tylko wiatrem wydobytym z gardła. Powinien być to śpiew duszy.

    Uwielbiam śpiewać, i teraz wiem jak mam śpiewać. Techniczne przygotowanie jest ważne i nie powinno go zabraknąć, ale często zapomina się, że trzeba śpiewać z sercem uniesionym ku Bogu w pokorze i modlącym się pieśnią.
Kiedy dzieliłam się tym wszystkim z moimi w scholii  to mówili, że widzą dużą zmianę we mnie, najbardziej zmianę nastawienia. To nie jest takie proste jak może się wydawać- śpiewać dla Boga sercem. Wiem teraz ile trzeba modlitwy o to. Modle się codziennie o pokorę i umiejętność śpiewania sercem, jeszcze nie zawsze mi wychodzi, ale wiem że trzeba czasu bo nie od razu Rzym zbudowano. Dziękuje Bogu , że mnie nie opuszcza bo z każdą modlitwą czuje jakbym słyszała, że mówi „będzie dobrze, Ja wiem jak ma być, poczekaj i módl się dalej”. Z ufnością staram się Mu powierzać codziennie.

pozdrawiam wszystkich  -  Monika Wojtkiewicz

 

 

 

Przyjaciela mam, Co pociesza mnie. Gdy o jego ramię, Oprę się.

W nim nadzieję mam, Uleciał strach (…)

    I ja byłam na tych warsztatach, o których piszą moi przedmówcy,których zresztą udało mi się tam poznać jeszcze bardziej. I to jest właśnie niesamowite!

 Wyjeżdżasz,uciekasz od tego ciągłego biegu, przepychanek, "byle po trupach" jak to mówią niektórzy. Każdy z nas w jakimś celu jechał na te warsztaty. Moim celem było bardziej się podszkolić w śpiewie. Miałam już wielką przyjemność pracować z siostrą Beatą, bo prowadziła nas w Mosinie, niestety tylko przez rok. Tak to już jest.. Niedoceniamy tego, co mamy tak blisko,póki tego nie utracimy. Teraz siostra Beatka zaprosiła nas do siebie do Szczecina i tak naszą garsteczką przyjechaliśmy. Nie szukałam Ciebie Jezu, a tymczasem to Ty znalazłeś mnie i dziękuję Ci za to!

    Każdy dzień był świetnie zorganizowany, próbami, konferencjami. Na wykładach na mojej uczelni nigdy nie mogę usiedzieć i aż mnie coś pcha żeby jak najszybciej wyjść, tym czasem te 2 godziny, i więcej prób rano, potem popołudniu, sprawiały, że mobilizowałam siebie całą i zapominałam o wszystkim. Sama codziennie uczestniczę w tym biegu, o którym pisałam na początku, egzaminy, zaliczenia, wykłady, dom i w kółko to samo i jakoś tak trudno znaleźć czas dla Ciebie w tym Boże. Tam znalazłam i od tamtego czasu znajduje codziennie!

    Na jednej z mszy, ksiądz mówił nam o tym, że tak naprawdę my się ciągle modlimy, nawet, kiedy sobie pomyślimy tylko o Bogu, o naszym bliźnim, ucieszymy się z jakiegoś naszego małego sukcesu - to też jest modlitwa!

    Zawsze miałam problemy żeby pamiętać o pacierzu rano, wydawało mi się to takie sztywne i wymuszane,tymczasem te wspólne msze, śpiewanie, słuchanie,bycie z tymi cudownymi ludźmi na warsztatach doprowadziło do tego, że ja na nowo nauczyłam się modlić do Ciebie Boże. Nie wstydzę się żadnego słowa,wiem, że mnie zawsze słuchasz,śmiejesz się, gdy ja się śmieje i płaczesz ze mną.

 

„Twoje ręce To mój ląd,wiem nie utonę (…) „

     Gdy trafiliśmy do tego domu rekolekcyjnego, byliśmy przemoknięci, głodni, jeszcze się zgubiliśmy i trochę nadrobiliśmy drogi. Gdy siostra spytała mnie czy wszystko w porządku, odpowiedziałam: Tak, karmię się złością. Ni to w żartach,ni to na serio, bo byłam zmęczona, ale teraz wiem, że jest coś,co w sercu rozpływa się jak miód, koi, uspokaja i działa jak czekolada. Daje więcej endorfinek do organizmu - to jest miłość kochani, ta miłość, którą tak dobitnie i pięknie poczułam na tych warsztatach. Nie ma już złości, nie karmię się nią.

     To były dla mnie prawdziwe dni skupienia. Odpoczęłam, uspokoiłam się i znów poczułam się jak dawna Gosia, która cieszy się każdym dniem z całego serca. Pragnie poznawać jak najwięcej ludzi, poszukuje "bratnich dusz". Znalazłam takie, a jakże się zdziwiłam, gdy się okazało, że jedną z tych dusz,okazała się dziewczyna, którą jak poznałam, patrzyła na mnie powiedzmy... nieprzychylnym wzrokiem. Teraz rozmawiamy ze sobą codziennie!

    Pewna osoba podała jej mój numer,obydwie przeprosiłyśmy się serdecznie za to ocenianie i zaszufladkowanie "na oko" i zaczęłyśmy poznawać się jak przystało. I wiecie, co? Ja dokładnie wiem, kto w tym maczał swoje boskie palce J

    To mój Jezus, którego nie szukałam, sam mnie odnalazł. Wszedł ponownie do mojego serca i mam nadzieję,żę ze mną już tak pozostanie!

    Po przyjeździe kupiłam brewiarz. Modlę się już coraz lepiej i chce czuć to, co czułam na warsztatach. Ten spokój, wewnętrzną ciszę, ale nie taką złowrogą, ale właśnie taką… ciepłą. Wiem, że nie jestem sama. Dzięki dwóm wspaniałym osobom, które podtrzymały mnie, gdy byłam słaba i moja wiara z każdym dniem coraz bardziej gasła, teraz ona znów płonie mocnym, coraz większym ogniem Panie. Dzięki Tobie i dzięki tym Aniołom, którzy podają się za ludzi.

    Dziękuję Ci, że tak wiesz, czego mi potrzeba,wiedziałeś, kiedy i gdzie mnie wysłać bym na nowo pokochała wszystko, co jest takie ważne. Nigdy nie byłam specjalnie wierząca i mam zawsze swoje, „ale” do wszystkiego, ale Bóg nie przestał mnie za to kochać. Jest ze mną „Nim świt obudzi noc” i jest ze mną, gdy zasypiam wtulona w poduszkę. Jest w każdej osobie, którą spotykam, w każdym geście i myśli.

„Już nie będę się bać, Cóż może zrobić mi śmierć? Nie, nie lękam się!I śpiewam chwały pieśń!”

 

Gośka zwana Mrówką  - Mosina.

Bardzo czeka na kolejne takie warsztaty!!!